Wielka węgierska.

19-08-2019

Ciernie sławy!
Język polski łączy...i przyciąga. Wierne i oddane fanki rowerów (a teraz już też rowerumojeżyciu! Prawda!?) kazały się mamić żarcikami o małżeństwie... Kto sieje żart zbiera chichot. Jeszcze o 2:00 docierał on do nas z kempingowego namiotu obok, w sercu byczej krainy. Egri bikaver! gdzieś ty nas wyrzucił zdradliwy nektarze.
Bez zwłoki opuścić powinniśmy Dolinę Pięknej Pani. Piwniczki...są tak bardzo bardzo atrakcyjne. Nie Dawidzio! Nie namawiaj! Jedźmy, wołają nas na cevapi.

 

Zjeżdżając do doliny, przez mroki pamięci odczytuję, że my tu wczoraj od tej Pięknej Pani do rynku w centrum Egeru trzaskaliśmy kryterium, do nad ranem pierwszej.

Ja wam powiadam: tu nic nie może pójść w zapomnienie. Będę szedł, będę biegł póki nie opisze ile pamiętam z psychozy. Nieeee nie, nie chcę wybrzydzać...tak po prostu się nam zadziało. Węgry przecudny kraj a Węgrowianinie wyrozumiali na nasze dziwactwa. Ale powinniście wiedzieć że Węgry i cała ich barwność kończy się na Egerze. Dalej są już tylko psychodeliczne długie proste tnące na pół bezkres pól martwych słoneczników. Martwych pieprzonych tysięcy hektarów sanflałersów. 10 prostych po 8 km każda i..przy czwartej widzisz już białe byki z balonami. Wrodzony optymizm (haaahaa) każe mi widzieć same plusy! Ło Panie aleśmy zrobili wytrzymałość mięśniowo-wysiedzeniowo-prostamolunową. 35 st na kark, zero cienia, woda z hydrantu o smaku żółwia. Stepy Akermańskie Van Gogha.


Jeszcze o kawie. Big black coffe americano to zazwyczaj: latte, espresso, cappucino i znów espresso ale z kieliszkiem wody. Niezależnie czy miasto turystyczne czy wioska... Na 10 kaw 10 do poprawki.


Badamy sprawę reszty Jewropy...ale jeśli ktoś mówi słowo złe na Polskę to jest gamoń albo niechże jedzie kontrast poznać.
A tak poza tym to todos occupados! Amen.